Paweł Wodziński


photo credit: Monika Stolarska


(for Polish scroll down)

Polish theatre is extremely precarised. Despite the existence of a powerful network of public institutions (there are over 120 national, regional or municipal theatres, financed from public funds), a large group of theatre practitioners has been forced to operate as freelancers. The artists are not employed on a full-time basis, don’t benefit from social insurance, don’t have steady incomes. The activity from grant to grant, from project to project, has been an unwritten rule of Polish theatre and has a significant impact mainly on the youngest generations of artists whose social and economic position in times of the COVID-19 pandemic has become doubly difficult. The pandemic puts Polish theatre before dramatic choices when it comes to the economic and social positions of actors, directors and set designers, but at the same time reveals and questions all the structural solutions that have been introduced in this field during the last 30 years.

Poland is not a poor country, but the Polish politicians have been neglecting the role of culture for years. It is not surprising that even today no significant programs supporting the arts community are proposed. (The so-called “anti-crisis shield” is designed by the government to keep business going.) The Ministry of Culture and National Heritage has created the emergency grant program with a budget of PLN 20 million, i.e. slightly less than EUR 5 million, which can only be considered an alibi. The Ministry is also promoting the collection of funds for individual artists on the “Patronite” website, proving that the office is totally helpless. The cultural war policy that has been a basic political strategy to manage the entire area of culture, seems to be completely ineffective (for now) in such cases as the outbreak of coronavirus. Social and economic problems can’t be solved by sticking with the identitarian games.

Polish theatre tries to manage the coronavirus crisis in many ways. Some artists, art institutions and non-governmental organisations assume that everything will return to normal; it’s about not losing contact with their audience, so they make everything they have in their archive available. Others try to draw conclusions from the current crisis, creating permanent mechanisms of online activities through which it will also be possible to support today’s unemployed actors and directors. The third group of theatre practitioners thinks that the pandemic will last several months, and the return will be extremely difficult – so the theatre has to be prepared for a serious change of its operational mode. Few think that the pandemic could utterly change the rules of play, and ask themselves, who will dare to come to the theatre and sit with others in the same auditorium? What means of production will the theatre have at its disposal this autumn? Is it really supposed to be a completely destabilized theatrical system that we want to return to?

Cultural institutions and organizations will not come back to work this season. What will happen this autumn? Most likely, we can expect major budget cuts. A few days ago, the mayor of Warsaw estimated the city’s losses for this year at about PLN 2 billion, and Warsaw is the largest patron of culture in Poland. It runs 20 public theatres and finances the entire non-governmental independent performing arts sector. It is not surprising that the idea of ​​social solidarity is one of the postulates and demands appearing in our public debate and even in the discussions on possible economic alternatives. I support this idea with all my heart, but frankly speaking, I see also other possibilities on the horizon. Even re-constructing the idea of ​​social solidarity in the individualized society, creating grassroots support mechanisms and self-organized collectives may still not protect us from poverty or depression.

Poland was not affected by the financial crisis in 2008 directly but went through a very severe period of the so-called “economic transformation” in the early 1990s. We have painful experiences with extreme politics and shock doctrine. That’s why the progressive part of Polish society, including some art institutions (the Biennale Warszawa is a good example), is desperately trying to change the neoliberal narrative, which has always meant extreme sacrifices by this society over the past three decades. Every day, the media reports about the increase in the number of patients with COVID-19. Even if the social distance and confinement in our own homes completely separate us from the pandemic reality, making the pandemic “digital”, it’s symptomatic that so many people in Poland are devoting so little space to COVID-19 and the threats of infection, and are designing the future, being engaged in discussions on the economic consequences of the coronavirus. Their efforts reveal the sad truth that in an age of pandemic, Poles, including the Polish theatre and the arts community, instead of taking care for themselves, must fight for their future.


Koronawirusa już poznaliśmy, to przyszłość pozostaje nieznana

Polski teatr jest skrajnie sprekaryzowany. Pomimo istnienia silnej sieci instytucji publicznych (ponad 120 teatrów narodowych, regionalnych i miejskich, finansowanych ze środków publicznych), duża część polskiego środowiska teatralnego została zmuszona by działać jako freelancerzy. Artyści nie są zatrudniani na pełny etat, nie korzystają z ubezpieczenia społecznego, nie mają stałych dochodów. Działalność od dotacji do dotacji, od projektu do projektu jest niepisaną zasadą polskiego teatru i ma znaczący wpływ głównie na najmłodsze pokolenia artystów, których sytuacja społeczna i ekonomiczna w czasach pandemii COVID-19 stała się podwójnie trudna. Pandemia stawia polski teatr przed dramatycznymi wyborami, jeśli chodzi o pozycję ekonomiczną i społeczną aktorów i aktorek, reżyserów i reżyserek, scenografów i scenografek, ale jednocześnie ujawnia i kwestionuje wszystkie strukturalne rozwiązania, które zostały wprowadzone w życie w tej dziedzinie w ciągu ostatnich 30 lat.

Polska nie jest krajem biednym, ale polscy politycy od lat lekceważą rolę kultury. Nie dziwi więc, że nawet dziś nie proponują znaczących programów wspierających środowisko artystyczne (tzw. tarcza antykryzysowa jest zaprojektowana przez rząd, aby podtrzymać działania biznesu). Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego stworzyło kryzysowy program dotacyjny o budżecie 20 mln zł, czyli nieco poniżej 5 mln euro, co można uznać jedynie za alibi. Ministerstwo promuje również zbieranie funduszy na rzecz poszczególnych artystów na stronie internetowej Patronite, udowadniając, że urząd jest całkowicie bezradny. Polityka wojen kulturowych, która była podstawową strategią polityczną zarządzania całym obszarem kultury, wydaje się całkowicie nieskuteczna (na razie) w takich przypadkach jak wybuch epidemii koronawirusa. Problemów społecznych i ekonomicznych nie da się rozwiązać, tocząc rozgrywki tożsamościowe.

Polski teatr stara się na wiele sposobów radzić sobie z koronawirusem. Niektórzy artyści, instytucje sztuki i organizacje pozarządowe zakładając, że wszystko wróci do normy, chodzi o to, by nie stracić kontaktu z publicznością, udostępniają wszystko, co mają w swoim archiwum. Inni próbują wyciągać wnioski z obecnego kryzysu, tworząc stałe mechanizmy działań w sieci, dzięki którym będzie także możliwe wsparcie bezrobotnych aktorów i aktorek, reżyserów i reżyserek. Trzecia grupa twórców teatralnych uważa, że pandemia potrwa kilka miesięcy, a powrót będzie niezwykle trudny – dlatego teatr musi być przygotowany na poważną zmianę trybu działania. Niewielu sądzi, że pandemia może całkowicie zmienić zasady gry i zadaje sobie pytanie, kto odważy się przyjść do teatru, by siedzieć z innymi w tej samej sali? Jakie środki produkcji będzie miał teatr do dyspozycji tej jesieni? Czy naprawdę chcemy powrócić do całkowicie zdestabilizowanego systemu teatralnego?

Instytucje i organizacje kulturalne nie wrócą do pracy w tym sezonie. Co się stanie tej jesieni? Najprawdopodobniej możemy się spodziewać poważnych cięć budżetowych. Kilka dni temu prezydent Warszawy oszacował straty miasta w tym roku na około 2 mld zł, a Warszawa jest największym mecenasem kultury w Polsce. Prowadzi 20 teatrów publicznych i finansuje cały pozarządowy sektor sztuk performatywnych. Nic dziwnego, że idea solidarności społecznej jest jednym z postulatów pojawiających się w debacie publicznej, a nawet w dyskusjach na temat możliwych alternatyw gospodarczych. Z całego serca wpieram tę ideę, ale szczerze mówiąc, na horyzoncie widzę także inne możliwości. Nawet rekonstrukcja idei solidarności społecznej w zindywidualizowanym społeczeństwie, tworzenie oddolnych mechanizmów wsparcia i samoorganizujących się kolektywów może nie uchronić nas przed ubóstwem czy depresją.

Polska nie została bezpośrednio dotknięta kryzysem finansowym w 2008 roku, jednak na początku lat 90. przeszła bardzo ciężki okres tzw. transformacji gospodarczej. Mamy bolesne doświadczenia skrajnej polityki i doktryny szoku. Dlatego postępowa część polskiego społeczeństwa, w tym niektóre instytucje artystyczne (Biennale Warszawa jest tu dobrym przykładem), desperacko próbuje zmienić neoliberalną narrację, która w ciągu ostatnich trzech dekad zawsze oznaczała dla tego społeczeństwa skrajne wyrzeczenia. Codziennie media donoszą o wzroście liczby zachorowań na COVID-19. Nawet jeśli dystans społeczny i zamknięcie w naszych własnych domach całkowicie oddziela nas od rzeczywistości pandemicznej, czyni z pandemii doświadczenie “cyfrowe”, to niezwykle znaczący jest fakt, że tak wiele osób w Polsce poświęca tak mało miejsca COVID-19 i zagrożeniu infekcją, a projektuje przyszłość, angażując się w dyskusje na temat ekonomicznych konsekwencji koronawirusa. Ich wysiłki ujawniają smutną prawdę, że w dobie pandemii Polacy, w tym polskie środowisko teatralne i artystyczne, zamiast dbać o siebie, muszą walczyć o swoją przyszłość.


Paweł Wodziński

Director of Biennale Warszawa

Poland